FORUM - GRZEGORZ WILK


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Legendy
Autor Wiadomość
Natalia 
Administrator


Ulubiona piosenka Grzesia: Psalmy
Dołączyła: 14 Sty 2010
Posty: 780
Skąd: Wysoka
Wysłany: 2010-05-05, 17:28   Legendy

Legenda o Bia?ej Damie


Opowiadaj?, ?e zamek Czocha ma swoj? Bia?? Dam?, która jeden raz na sto lat ludziom si? ukazuje. Widzie? j? mo?na jedynie noc?, w ka?d? setn? rocznic? ?mierci jej brata zabitego przez wojska husyckie, które ona noc? do zamku sprowadzi?a i w r?ce których zamek wyda?a. Mówi?, ?e brat ów w chwili ?mierci przekl?? ja i dlatego dusza jej tak d?ugo zamku opu?ci? nie mo?e, a? kto? kl?tw? z niej zdejmie.
Zjaw? widywano w latach 1531 i 1631, siedz?ca nad skarbem z?o?onym ze z?otych monet i naczy? w towarzystwie olbrzymiego psa, broni?cego dost?pu ka?demu, kto chcia? si? do niej zbli?y?. Pies ten nie jest rzekomo gro?ny dla osób urodzonych w niedziel? i tylko tacy mog? jej pomóc. Ró?ni przybywali tu i próbowali tego dokona?. Nie kierowa?a nimi jednak ch?? uwolnienia pokutuj?cej duszy a tylko apetyt na jej skarby.
Opowiadaj?, i? którego? roku dwaj m?odzi rzemie?lnicy z Le?nej wybrali si? do zamku, lecz nawet tam nie dotarli. Otuli?a ich g?sta mg?a pe?na tajemniczych cieni i postaci, które chcia?y obu m?odzie?ców pochwyci? i u?mierci?. Przez mg?? widzieli ju? nawet stoj?ca szubienic?. Zdo?ali jednak z wielkim strachem umkn?? w kierunku Le?nej. Przed pierwszymi budynkami zauwa?yli, ?e ich ?ladem pod??a olbrzymi czarny kot. Im bardziej zbli?ali si? jednak do miasta, kot stawa? si? coraz mniejszy i doszed? do normalnej wielko?ci, gdy zdyszani wpadli do swej izby. Kot wszed? za nimi. Usiad? bez ruchu w k?cie izby i bez przerwy wpatrywa? si? swymi nienaturalnej wielko?ci oczyma w twarze wystraszonych nocn? przygod? m?odzie?ców. Boj?c si? usn??, by kocur nie zaatakowa? ich we ?nie, czuwali na zmian? przez kilka dni, a? którego? popo?udnia kot poszed? za przeje?d?aj?c? kobiet? z Czech, o której opowiadano, ?e para si? czarami.
Prób wyzwolenia duszy b??dz?cej po zamku Bia?ej Damy by?o rzekomo jeszcze kilka. Ostatni? z nich podj?li po wojnach napoleo?skich jacy? m?odzi ludzie z okolicznych wiosek. Nie wiadomo, co ich w zamku spotka?o, ale opowiadaj?, ?e powrócili do swych chat bardzo wystraszeni. ?aden z nich nie chcia? powiedzie?, co widzia? tej nocy a wszyscy w nast?pnym roku zmarli, zabieraj?c tajemnic? owej wyprawy do grobu.

 
     
Natalia 
Administrator


Ulubiona piosenka Grzesia: Psalmy
Dołączyła: 14 Sty 2010
Posty: 780
Skąd: Wysoka
Wysłany: 2010-05-28, 11:58   

Legenda o Dzikim Janie i córce zamienionej w g?az



By?o to dawno temu, kiedy panem na zamku Szczerba by? pewien rycerz, którego z racji gwa?townej natury i okrucie?stwa nazywano Dzikim Janem.
Utrzymywa? si? z rabunku. Wraz ze swymi lud?mi napada? na okolicznych mieszka?ców, najcz??ciej wypuszcza? si? na ?upie?cze wyprawy na pograniczne ziemie czeskie.
Dlatego te? którego? razu Czesi po??czyli swoje si?y i przypu?cili atak na zamek Szczerba. Dzikiego Jana nie by?o na zamku, wypu?ci? si? na jedn? ze swych ?upie?czych eskapad. Zamek zdobyto bez wi?kszych problemów i gdy Dziki Jan wróci? do domu, zasta? spl?drowane ruiny. Ca?a za?oga zamku zgin??a w walce z naje?d?c?.
Zrozpaczony Dziki Jan szuka? w?ród cia? swej córki. Ale nie znalaz? jej nigdzie. Ani ?ywej ani martwej.
Jak mówi legenda, czary ob??kanej kobiety, uprowadzonej zaa czeskiej granicy i wi?zionej przez Dzikiego Jana na zamku, zamieni?y jego córk? w ska??, która strzeg?a dost?pu do podziemi, w których ukryte by?y skarby zgromadzone na ?upie?czych wyprawach. Podobno by?y to trzy skrzynie, trzy worki b?d? te? trzy beczki, w których przechowywano srebro, z?oto i kamienie szlachetne. Nikomu nigdy nie uda?o si? tego ustali? na pewno.
Powiadaj? ludzie, ?e g?az ods?ania wej?cie do podziemi raz do roku, w Wielki Pi?tek, na czas trwania adoracji ?wi?tego Krzy?a. Kto wtedy tam wejdzie nios?c drewniany krzy? wielko?ci swego wzrostu, dotrze do skarbów i mo?e wynie?? ich tyle ile zdo?a unie??. Nale?y jednak pami?ta?, ?e wraz z ko?cem adoracji kamie? zamyka wej?cie do podziemi i zbyt zach?annych zamknie na rok w podziemiach. A prze?y? ten rok by?oby ci??ko. Chyba ?e kto? zabierze ze sob? odpowiednie zapasy ?ywno?ciowe ... to wytrzyma:)
Dla bardziej ambitnych polecamy uwolnienie od z?ych czarów córki zbója Jana. Jest szansa na o?enek i skarby:) Pono? trzeba próbowa? w dzie? Wszystkich ?wi?tych. Powodzenia!
_________________
 
     
Natalia 
Administrator


Ulubiona piosenka Grzesia: Psalmy
Dołączyła: 14 Sty 2010
Posty: 780
Skąd: Wysoka
Wysłany: 2010-05-28, 11:59   

Legenda o Diable Borucie

W pobli?u zamku ??czyckiego mieszka? szlachcic niewiadomego nazwiska i herbu, ros?y i silny. Nikt z nim nie móg? mierzy? si? na szable, bo za pierwszym z?o?eniem, przeciwnikowi silnym zamachem wytr?ca? or?? z r?ki. Jak si? raz plecami o zr?b domu opar?, ca?e s?siedztwo nie da?o mu rady. St?d szlachcic dosta? przydomek Boruty, bo mówiono powszechnie, ?e musia? mu diabe? Boruta pomaga?, kiedy wszyscy nie podo?ali jego sile i mocy; a ?e nosi? siw? kapot?, dla ró?nicy wi?c od prawdziwego diab?a dosta? przydomek Siwy; tak wi?c zwa? si? Siwy Boruta. To uszanowanie, a raczej boja?? s?siadów, co znali moc ?ylastej prawicy, wbi?a go w dum?. Uniesiony ni?, nieraz w zuchwa?ej przechwa?ce odgra?a?, ?e jak z?apie prawdziwego Borut?, to mu karku nakr?ci, a skarby, które pilnuje, zabierze. Uwa?ano nieraz, ?e wtedy s?ysze? si? dawa?o w piecu i za piecem ?miech szyderczy.
Siwy Boruta mia? du?o pieni?dzy, ale wkrótce w hulance roztrwoni?; postanowi? przeto dosta? si? do skarbów i wzi?? z par? mieszków z?ota od swego mi?ego pana-brata, jak nazwa? diab?a Borut?. O samej pó?nocy, zapaliwszy latarni? , zuchwa?y szlachcic, ufaj?c swojej sile i szabli, poszed? do lochów. Wyostrzon? demeszk? (szabl?) trzyma? wydobyt? z pochew pod pach?, a latarni? roz?wietla? ciemnot? doko?a panuj?c?. Ze dwie godziny chodzi? po zakr?tach, nareszcie, wybiwszy drzwi jedne ukryte w murze ujrza? skarby; a w k?cie, na bryle z?ota siedzia? sam Boruta w postaci sowy z iskrz?cymi oczyma. Zblad? i zadr?a? na ten widok zuchwa?y dot?d szlachcic; spoci? si? pot??nie ze strachu; po chwili przyszed?szy do siebie, wyrzek? z cicha, z uk?onem i pokor?: "Mnie wielce mi?o?ciwemu panu bratu k?aniam uni?enie". Sowa kiwn??a g?ow?, co rozweseli?o nieco Siwego Borut?. Uk?oniwszy si? raz jeszcze, zacz?? wype?nia? siwej kapoty kieszenie i mieszki, które przyniós?, z?otem i srebrem. Tak je ob?adowany, ?e zaledwie móg? si? obróci?. Ju? ?wita? zacz??o, a szlachcic nie przestawa? gar?ciami ?ci?ga? z?ota; w ostatku nie maj?c go gdzie w?o?y?, pocz?? w g?b? sypa?, a ?e mia? niema??, nasypa? dosy? i znowu uk?oniwszy si? stró?owi, wyszed? z lochu. Zaledwie stan?? na progu, kiedy drzwi si? same zatrzasn??y i uci??y mu ca?? pi?t?. Kulej?c, a krwi? znacz?c ?lady kroków swoich, prze?adowany skarbami, dobywaj?c ostatki si?, ledwo doszed? do domostwa. Upu?ci? na pod?og? z?oto i srebro, wyplu? z napchanej g?by, a sam pad? wysilony i s?aby.
Odt?d mia? du?o pieni?dzy, ale si?? straci? i zdrowie. Przest?ka? ca?e ?ycie i gdy w k?ótni o miedz? wyzwa? s?siada, szlachcic ten, którego dawniej jednym palcem obala? Siwy Boruta, pokona? bogacza i zabi?. Domostwo jego pustkami zosta?o, nikt zamieszka? nie chcia?, bo sam diabe? Boruta cz?sto przesiadywa? w starej wierzbie, co na podwórzu ros?a, odwiedza? izb? i alkierz, pozosta?e skarby przenosz?c na powrót do zamku ??czyckiego.
K.W. Wójcicki Klechdy Warszawa 1937r. wyd. I str. 191-197
_________________
 
     
Natalia 
Administrator


Ulubiona piosenka Grzesia: Psalmy
Dołączyła: 14 Sty 2010
Posty: 780
Skąd: Wysoka
Wysłany: 2010-05-28, 11:59   

Bieluch

Duch Bieluch – legendarny opiekun che?mskich Podziemi Kredowych, stra?nik ukrytych tam skarbów. Wg legendy, jest on duchem widniej?cego na herbie Che?ma bia?ego nied?wiedzia.

Mo?na go spotka?, podczas zwiedzania, w jednej z komór podziemi. Wynurza si? z mroku, a nast?pnie opowiada o tym jak straszy? z?odziei i poszukiwaczy skarbów. Na zako?czenie swoich opowie?ci obiecuje, ze spe?ni jedno ?yczenie wypowiedziane w ciemno?ci z r?k? po?o?on? na kredowej ?cianie w Komnacie ?ycze?.

Wg legendy jest on duchem bia?ego nied?wiedzia. Zwierz? mieszka?o w kredowej jaskini na Che?mskiej Górze pod trzema d?bami. Pewnego dnia po powrocie z ?owów nied?wied? zasta? przy swojej kryjówce chram i zapalony wieczny znicz. O?lepiony blaskiem ognia znikn?? w kredowych podziemiach. Wychodzi? tylko wtedy gdy ziemia che?mska by?a w niebezpiecze?stwie.

A oto i On ;)

_________________
 
     
Avena 
Super Fan



Ulubiona piosenka Grzesia: ---
Twoje Imie: ---
Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 22 Lut 2010
Posty: 15824
Skąd: ---
Wysłany: 2010-06-09, 15:48   

Liber magnus


Z pazura lwa pozna?, a z dzie? ?ycie cz?owieka. Jakie ?ycie prowadzi? ów s?awny czarnoksi??nik Twardowski, jak je sko?czy?, wykazuje owe dzie?o jego czarodziejskie, czyli r?kopism, który po ?mierci króla Zygmunta Augusta, z daru jego, z wiel? innymi ksi?gami wile?skiemu domowi jezuitów si? dosta?; o którym ksi?dz Szpot pisze, i? s?ysza? z ust ksi?dza Daniela Butwi?a, naówczas pomocnika prze?o?onego nad ksi?gozbiorem wile?skim, który mu wskaza? miejsce osobne, gdzie ksi??ka rzeczona Twardiowskiego ?a?cuchem ?elaznym do muru przykuta by?a. Gdy ów ksi?dz ciekawo?ci? zj?ty, co by zawiera?a, czyta? j? zacz??, da? si? s?ysze? zgie?k i ?oskot okropny w ksi??nicy; zbieg?y si? snad? z?e duchy, a ksi?dz przel?kniony rzuciwszy ksi??k? ledwie do pobliskiej izby zemkn?? zd??y? i ca?? noc potem z przestrachu bezsenn? przep?dzi?. Nazajutrz rano wezwawszy drugich, wszed? do ksi??nicy, ale ju? owej ksi??ki nie znalaz?, ani móg? wiedzie?, gdzie by si? podzia?a.

II

Ksi?ga ta znajdowa?a si? potem w ksi??nicy krakowskiej. Pewien ?ak s?ysza?, ?e kto by w niej czyta?, temu diabe? si? objawi i spe?ni rozkaz, jaki mu wyda czytaj?cy. Zakrad? si? wi?c pewnej nocy, otworzy? j? i czyta? formu?y czarnoksi?skie. Wtem diabe? stan?? przed nim w straszliwej postaci i zapyta?: — Czego ??dasz? — ?ak, który si? nastraszy? niezmiernie, zamiast powiedzie?: — Chc? pieni?dzy! — jak by? sobie u?o?y?, rzek?: — Chc? pietruszki! — Pos?uszny rozkazowi diabe? zacz?? nosi? i drzwiami, i oknami pietruszk?, ale szcz??ciem, ?e kur zapia?, wi?c musia? zaprzesta? roboty.
 
     
Avena 
Super Fan



Ulubiona piosenka Grzesia: ---
Twoje Imie: ---
Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 22 Lut 2010
Posty: 15824
Skąd: ---
Wysłany: 2010-06-09, 15:48   

Zwierciad?o Twardowskiego



W W?growie, w ko?ciele farnym, znajduje si? w zakrystii zwierciad?o z metalu bia?ego, p?askie, wysokie cali 22, szerokie 19, z fasetk? doko?a, w czarne, szerokie, staro?wieckie ramy oprawne, przezroczyste, ?adnej skazy na sobie nie maj?ce, rozbite tylko u do?u na czwart? cz??? wysoko?ci.

Podanie miejscowe niesie, ?e studenci ciskali dawniej w to zwierciad?o ci??kimi rzeczami, dlatego, ?e w nim pokazywa?y si? rozmaite postacie dra?ni?ce i strasz?ce ich; na ostatek jeden uderzywszy kluczami ko?cielnymi roztrzaska? je w ten sposób, i? odt?d dziwacznymi potworami wi?cej ich nie straszy?o. Zwierciad?o to nale?a?o do czarnoksi??nika Twardowskiego, jak sam napis na ramach bia?ymi literami wyra?a:

Luserat hoc speculo magicus Twardomus artes,
Lusus at iste, Dei versus in obsequium est.

Zwierciad?o to zawieszone wysoko nad drzwiami dlatego, i? straszyd?o wpatruj?cych si? w takowe; ksi??a szczególniej ubieraj?c si? do mszy przegl?da? si? w nim nie mogli, gdy? diabe? zwykle si? pokazywa?.
 
     
100krotka 
Junior admin


Ulubiona piosenka Grzesia: Nie mam
Twoje Imie: Agnieszka
Dołączyła: 21 Lut 2010
Posty: 4702
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-06-09, 19:23   

Mysia wie?a w Kruszwicy

Po pogrzebie Popiel? starszego wybran zosta? na jego miejsce syn jego, drugi Popiel, którego Chostkiem od brody i w?osów na g?owie rzadkich, co rozpustnego znaczy, zwano: a to z dozwoleniem stryjów jego ksi???t. Lecz dla jego m?odych lat wi?cej stryjowie rz?dzili ni? on sam. Gdy dorós?, dali mu ?on? z Niemiec, która mu si? bardzo wkrad?a w serce, tak i? ona rz?dzi?a, a nie on: przeto o nic innego nie dbali, jedno ta?cowali, dobrej my?li byli. Bacz?c to stryjowie jego upominali go, aby tego poprzesta?, a R. P. przedsi?wzi?? i o niej lepiej radzi?. ?on? tako? jego upominali mówi?c: przeto?my ci? synowcowi za ma??onk? dali, spodziewaj?c si? tego po tobie, aby? go ty, jako m?drsza, hamowa?a od tych zbytków, które czyni. Lecz i ona, boj?c si? tego, aby mimo syny jej albo m??a, którego z stryjów innego nie obrali, zmówi?a si? z m??em, kaza?a mu si? rozniemóc na ?mier?, a gdy tak uczyni?, obes?a? stryje wszystkie, powiadaj?c im, i? si? na ?mier? rozniemóg?, i prosz?c, aby si? do niego zjechali, chc?c przed nimi testament uczyni?. Gdy przyszli, cieszyli chorego: on im dzieci i ?on? porucza?, by? p?acz po wszystkim dworze; ku wieczorowi prosi? ich, by siedzieli przy nim, a pili z nim i jedli. Przyniesiono trunki ktemu przyprawione, napi? si? sam najpierw z jednego kubka, a onym drugie przyprawne z trucizn? podano; gdy si? porz?dkiem napili, strzeg?c tego, aby tam który zaraz nie pad?, zmy?li? sobie, i? si? chce uspokoi? i prosi?, ?eby mu ust?pili, aby móg? usn??. Ust?pili wszyscy precz, winszuj?c mu zdrowia. Gdy przyszli do gospod, rozpali? ich jad, wielk? bole?? cierpieli, rych?o pomarli.

Gdy pani ksi??na us?ysza?a o ich ?mierci, pomówi?a, i? ich bogowie skarali. Powiadaj?c to, ?e musieli co z?ego nam my?li?, i nie da?a ich chowa?, jedno w jezioro wmieta?; z których cia? poczyni?a si? wielko?? myszy, które si? rzuci?y na Popiel? i z?ar?y go, i zamordowa?y i jego ?on?, i syny, których nie mogli s?udzy ani ogniem, ani broni? odegna?; a chocia? na wod? uciekali, wsz?dzie ich myszy goni?y, a? na koniec gard?a dali od nich na zamku kruszwickim.

Gmin kruszwicki utrzymuje po dzi? dzie?, ?e Popiel chc?c si? od natr?tnych myszy zas?oni?, kaza? zrobi? wielk? szklan? bani?, w której si? zamkn?? z ?on? i z dzie?mi, i tak kaza? si? pu?ci? na jezioro Gop?o, ale i to nie pomog?o, bo myszy bani? przegryz?y i zajad?y Popiela.
_________________
Aga
 
     
100krotka 
Junior admin


Ulubiona piosenka Grzesia: Nie mam
Twoje Imie: Agnieszka
Dołączyła: 21 Lut 2010
Posty: 4702
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-06-09, 19:34   

Hejna? Mariacki

Sama tradycja hejna?u mariackiego liczy siedemset lat. O tym, dlaczego melodia hejna?u nagle urywa si?, jakby by?a nie zagrana do ko?ca, g?osi legenda:
Ko?ció? Mariacki, maj?cy dwie wie?e, by? miejscem wa?nym dla miasta. Z wy?szej, zwanej hejnalic?, (która jest zarazem najwy?sz? wie?? w Krakowie) przed wiekami stra?nik miejski tr?bk? dawa? sygna? rano do otwierania, za? wieczorem do zamykania bram grodu. Ale nie tylko. Tr?bi? na alarm, gdy dostrzeg? po?ar lub zbli?aj?cego si? wroga. Gdy pewnego razu Tatarzy, którzy cz?sto napadali na polskie wsie i miasteczka, doszli a? pod Kraków, stra?nik zacz?? gra? hejna?. Zd??ono zamkn?? bramy miejskie, ale tatarska strza?a przeszy?a gard?o hejnalisty, nim sko?czy? melodi?. Na pami?tk? tego zdarzenia melodia ju? zawsze urywa si?. Czy tr?bacz sta? na Wie?y Mariackiej, czy na jednej z wie? muru obronnego, tego ju? nie wiadomo.
_________________
Aga
 
     
100krotka 
Junior admin


Ulubiona piosenka Grzesia: Nie mam
Twoje Imie: Agnieszka
Dołączyła: 21 Lut 2010
Posty: 4702
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-06-09, 19:35   

Pi?ciu m?czenników kazimierskich

Jad?c z Konina do Kazimierza drog? piaszczyst? i nudn?, postrzega si? na lewo w lesie klasztor Minichowski, stoj?cy na wzgórku, dzi? podupad?y i pusty. Naprzeciw niego, tu? przy drodze na prawo stoi ma?a kapliczka drewniana, z prostych desek zbita i pochylona; w niej studzienka w najgor?tszej nawet porze nape?nio- na wod?, do której lud cudown? przywi?zuje si??, zw?aszcza na chorob? oczu i ko?tuna; — st?d ?ciany owej kapliczki zakryte prawie ca?kiem w?osami, ko?tunami, a nawet w?osiem ko?skim.

Wo?nica mój, poczciwy kmiotek okoliczny, przemywszy sobie oczy cudown? wod? z studzienki, wyrwa? z grzyw lichych swych szkapin po gar?ci w?osienia i pokropione ta? wod? zaczepi? o drzazg? na ?cianie; a kiedym go, nie?wiadomy naówczas jeszcze poda- nia, zapyta? o przyczyn? tej dziwnej operacji, odpowiedzia? mi z powag? polskiemu ch?opkowi w?a?ciw?, ?e woda ta za lepszych, prawowitszych czasów daleko wi?ksz? mia?a si?? cudown?, bo nie tylko ?lepot?, ale wszystkie inne kalectwa leczy?a, a ludziom w ?asce Bo?ej b?d?cym nawet cz?onki odci?te za jej pomazaniem odrasta?y. Cudowno?? za? ta, bardzo dawnych si?ga czasów i z dziwnie starymi zdarzeniami jest po??czona. Dzia?o si? to za rz?dów wielkiego króla naszego Chrobrego, który przy wolnym czasie na ?owy zje?d?a? w te strony; — bo by?y te? to — mówi? dalej mój opowiadacz — by?y to strony dzikie i le?ne, woko?o bagna i puszcze. St?d jeno mila do ?lesina, a tam dzi? jeszcze knieje s?awne z rozbojów; nasi starzy powtarzali, a i my z?ym parobczakom mawiamy: b?dziesz zbija? na borach ?lesi?skich. Dawniej oczywi?cie jeszcze gorzej by?o; nie tyle, prawda, z?ych ludzi, ale dzikiego i drapie?nego zwierza wi?cej si? chowa?o po wi?kszych puszczach. Mój ojciec, co ?yli lat dziewi??dziesi?t i sze?? na ?wiecie, powiadali mi, ?e raz za m?odych lat, kiedy powrócili z jarmarku i jednego konia wyprz??onego wprowadzili do stajni, to drugiego przez ten czas wilki zjad?y przy dyszlu. Takie to tu przed stu laty by?y puszcze, a jakie? by? musia?y wonczas, kiedy do nich Chrobry na ?o- wy zje?d?a?. Mieszka? on wtedy tam, gdzie dzi? Gos?awice, na zamku, który dopiero za pami?ci dziadka mego si? spali?: a wielk? stadnin? swych koni miewa? na b?oniach przy rzece, w tej okolicy, gdzie potem miasto za?o?y?, które nazwa? Koninem, oczywi?cie od tego, ?e si? tam konie jego pas?y. By?o te? w?a?nie, ?e naonczas w tej puszczy mieszka?o pi?ciu pustelników — wszyscy pono bracia: Jan, Mateusz, Izaak, Krystyn i Barnabasz. Najstarszy pomi?dzy nimi wiekiem i naj?wi?tobliwszy, Barnabasz, by? ich prze?o?onym i mieszka? na osobno?ci, tu w?a?nie, gdzie dzisiaj ta kapliczka ze studzienk? cudown?. Reszta za? mieszka?a razem, cho? ka?dy w osobnym domeczku; na pami?tk? tych domków do dzi? dnia utrzymuj? w Kazimierzu kapliczki, ka?d? w swoim miejscu, podobnie jak owo t? ?go Barnaby. Trza za? wiedzie?, ?e miasto Kazimierz du?o pó?niej za?o?ono: owi ?wi?ci pustelnicy mieszkali w kniei, któr? wko?o swoich chat karczowali, zamieniaj?c las na ogród. Najbardziej jednak i najusilniej pracowali nad zbudowaniem ko?cio?a; czego pono jednak nie dokonali, bo im ?mier? m?cze?ska przeszkodzi?a; nagromadzili przecie bardzo wiele polnych kamieni, które g?adko obrabiali w kostk?; z nich potem wystawiono ko?ció? wspania?y, a kiedy pó?niej zgorza?, odbudowano go drugi raz, a znowu zgorza?y po trzeci raz wystawiano tak, jak oto do dzi? dnia stoi owa wspania?a fara kazimierska. Mo?ecie tam jeszcze teraz przypatrzy? si? tym cudownym kamieniom, które si? w murach znajduj? pomi?dzy ceg?? — bo trza wam wiedzie?, ?e ko?ció? powi?kszono tak, ?e na ca?y kamieni nie wysta?o; ale jest ich przecie i tak dosy?, a wszystkie r?k? ?wi?tych pustelników ociosane. Byli te? to ?wi?ci robotni jak ch?op polski, a skromni w jadle i napoju. Przez d?ugi czas ?yli jeno korzonkami i troch? warzywa, które w swoich ogródkach sadzili. Mi?sa ani ryby nie zasmakowali nigdy, bo mi?sa ?lubowali nie je??; a co do ryb, to cho? tu w okolicy po jeziorach nie brak — czym?e ich mieli biedni pustelnicy u?owi?? — musieli si? tedy obej?? i przesta? na korzonkach. Ale Bóg lito?ciwy nie chcia? ich opu?ci? przy ci??kiej pracy w g?odzie i niedostatku — bo to do pracy, panie, si? cz?eku trzeba. Owo? tedy taki cud im sprawi?.

Jednego razu szed? tymi stronami pewien rze?nik z Gniezna, tako? cz?ek poczciwy i bogobojny — i niós? kawa? mi?sa dla swego rodzonego, co tam gdzie? jeszcze dalej mieszka? na kmietwie; a kiedy tu w t? okolic? zaszed? w czasie po?udnia, ujrza? pi?ciu biednych pustelników, jak lich? spraw? z korzonków sporz?dzon? zajadali modl?c si?. Otó? ulitowa? si? na nimi poczciwy rze?nik, a by? dobrym chrze?cijaninem i chcia? im da? to, co niós? dla brata — ale pustelnicy przyj?? nie mogli, a Barnaba rzek? mu: ?e mi?sa nie jedz?. Owo? tedy cz?owiek z rzemios?a rze?nik, bo mi?so jada? i lubi? — jeszcze bardziej litowa? si? pocz?? nad nimi — i szczerze ?a?owa?, ?e raczej nie jest rybakiem, bo wtedy nie mi?so, ale zapewne ryb? niós?by dla brata i móg?by ni? g?odnych pustelników nakarmi? — co, ?e szczerze mówi?, Pan Bóg wszechmocny oczywi?cie pokaza?, bo zaraz owo mi?so przemieni? w ryb? bardzo wielk? i pi?kn?. Zdumieli si? wszyscy niepoma?u, a rze?nik poczciwy, upad?szy na kolana, dzi?kowa? Panu Bogu za to, ?e go wys?ucha? raczy?, i odda? ryb? Barnabie, który j? pob?ogos?awi?, a oddawszy g?ow?, sprawi? i upieczon? spo?y? razem z drugimi i z owym rze?nikiem modl?c si? Panu; g?ow? za? wpu?ci? do ma?ej studzienki, któr? mia? przy swej pustelni, bo mu tak g?os Bo?y rozkaza? w jego duszy. Owo? nazajutrz, kiedy si? znowu wszyscy ko?o po?udnia zeszli na obiad, po odprawionych modlitwach, poszed? Barnaba do swojej studzienki i ?owi? w niej zacz??, bo mu znowu g?os Bo?y w jego duszy tak zrobi? rozkaza? i ku zadziwieniu wszystkich wydoby? z niej ryb? w ca?o?ci tak?, jak j? wczoraj odebra? z r?k rze?nika, a pob?ogos?awiwszy odci?? g?ow?, ryb? upieczon? spo?y? z bra?mi swymi, a g?ow? do studzienki zapu?ci?. Nazajutrz ryba znowu odros?a w ca?o?ci i tak cud ten co dzie? si? powtarza? i ?ywi? biednych pustelników; a cho? to cud wielki i niepoj?ty, to i moc Boska wielka i niepoj?ta, mój dobrodzieju, a Jego ?aska nieustaj?ca nigdy nie wysycha, jak owa woda tej studzienki, za której pomazaniem niejednemu ju? cz?onki odrasta?y jakoby na pami?tk? szczerej ofiary i dobrego uczynku, którymi si? ów poczciwy rze?nik gnie?nie?ski przed Panem Bogiem zas?u?y?. Ali?ci i zgorszenia przyj?? musz? — jak Chrystus Pan uczy. Owo? tedy zdarzy?o si? w par? lat pó?niej, ?e Chrobry w te strony na ?owy zajecha? — a poluj?c po puszczy, zawin?? raz na miejsce, wykarczowane r?k? ludzk?, gdzie by?o troch? uprawnej ziemi i cztery ma?e chateczki. Pozna? on wtedy dopiero owych pustelników, o których pierwej nigdy nie s?ysza? — dziwi? si? ich ?wi?tobliwemu ?yciu i niezmordowanej gorliwo?ci w ociosywaniu kamieni na przybytek chwa?y Bo?ej — a widz?c za- razem ich ubóstwo i n?dz?, ?e by? król wspania?y i wielki, chcia? im jako? dopomóc i po królewsku ?ask? swoje okaza?. Odda? im przeto wszystko srebro i z?oto, które mia? ze sob? i na sobie — tak zna? tusz?c, jako cz?owiek ?wiatowy i mo?ny, ?e ca?ym szcz??ciem na ?wiecie jest ta mamona mizerna, a nie wiedzia? zasi?, ?e owi pustelnicy na ubóstwo ?lubowali Bogu; oni mu te? tego nie rzekli, czy to z przestrachu przed tak wielkim i pot??nym królem, którego pierwszy raz ogl?dali, czy te? mo?e z?e ich skusi?o; bo? to i ?wi?ci miewali pokusy, a nie zawsze im si? oparli. Dosy?, ?e bogactwa przyj?li — a patrzeli na to dworscy królewscy i zazdro?cili im skarbów, mówi?c do siebie, ?e lepiej by ich u?y? mogli na dworze jak owi na puszczy. Owo? sta?o si? dalej, kiedy król odjecha?, a obiadowa godzina nadesz?a, ?e si? czterej bracia wedle zwyczaju zebrali u najstarszego Barnaby, który na ustroni zamieszka?y, o tym, co zasz?o, nie wiedzia? i po dawnemu odmówiwszy modlitwy pobieg? ?owi? ryb? w studzience. Ali?ci t? ra?? wy?owi? jeno g?ow? nieodro?ni?t?, a spojrzawszy na braci, widzia? wstyd ich i pomieszanie i rzek? zasmucony: bracia, zgrzeszyli?cie! Oni te? przyznali si? zaraz do winy, a widz?c wyra?ny gniew Bo?y, po- stanowili przeb?aga? go ci??kimi pokutami, które sami na si? na?o?yli; Barnaba za? postanowi? zwróci? królowi, co jest królewskiego; wnet zabrawszy skarby zostawione uda? si? z nimi w drog? do Gos?awic, gdzie król na wypoczynek zwykle wieczorem z ?o- wów powraca?. Tu czeka? na niego do nocy, a uzyskawszy wreszcie pos?uchanie, stawi? si? przed nim w pokorze i rzek?: "Królu mi?o?ciwy! Jestem Barnaba pustelnik i najstarszy brat tych czterech, których dzisiaj przez nie?wiadomo?? pokusi?e? do grzechu. ?lubowali?my na ubóstwo, a oni od ciebie z?oto przyj?li. Da?e? im skarby tego ?wiata, a odebra?e? skarb niebieski — ?ask? nieustaj?c? Pana. Odbierz, królu, co twego; a przyczy? si? za nami modlitw? do Boga, aby nam przywróci? raczy? spokojno?? nasz? doczesn? i zbawienie wieczne!"

Król zdumiony prostot? i ?wi?tobliwo?ci? Barnnby, czu? to sam u siebie, ?e ?le zrobi? kusz?c ?wiatowymi bogactwy ?wi?te ubóstwo, ale jako by? dumny z natury i stanu swego, nie chcia? si? zaraz przyzna? do winy i mówi?, ?e owo z?oto zostawi? gwoli pr?dszego wybudowania ko?cio?a, w którym by niezad?ugo chcia? widzie? od- prawion? chwa?? Bo??; ali?ci miasto odpowiedzi pocz?? tu Barnaba gorzko p?aka? i znów si? rado?nie u?miecha?, czym król mocniej jeszcze zdumiony zapyta? si? o przyczyn? tego dziwnego p?aczu i ?miechu, a Barnaba rzek?: "P?acz?, mój królu, nad straszn?, cho? sprawiedliw? kar?, jak? Bóg w tej chwili braciom moim za ich przewinienie wymierza, a raduj? si? ze szcz??cia, jakie ich czeka w niebiesiech!" I tu duchem proroczym natchniony o?wiadczy? królowi, ?e dworzanie jego widz?cy pozostawione braciom pustelnikom bogactwa, unie?li si? chciwo?ci? i ?pi?cych nocn? por? napadli, a nie mog?c znale?? owych skarbów w ?adnym domku pustelniczym rozumieli, ?e je gdzie? w ziemi zakopano i m?czarniami chcieli wymóc ich odkrycie, co gdy nie pomaga?o, przez z?o??, czy te? z obawy, aby poznanych nie doniesiono królowi, wszystkich braci pomordowali okrutnie. "Widz? t? krew m?cze?sk? — wo?a? p?acz?c Barnaba — w tej chwili dokonywaj? swej zbrodni, ostatni i najmilszy brat mój Mateusz upada pod ciosami zabójców. Ale Bóg sprawiedliwy nie dopu?ci im ucieczki, któr? si? chc? ratowa?!"

Jako? król wys?a? zaraz ?uczników gwoli schwytania morderców i wnet ukaza?a im si? wielka ?wiat?o?? ponad puszczami i wiod?a ich na miejsce dokonanej zbrodni. By?a to ?una bij?ca od chat podpalonych przez zbójców, którzy rozum utraciwszy woko?o nich biegali jak b??dni. Jedni mówi?, ?e wzrok postradali, ale to pono Pan Bóg takie omamienie zes?a? na nich, ?e nie wiedzieli, dok?d ucieka? i wnet si? wszyscy dostali w r?ce pogoni. Tej jeszcze nocy stawiono powi?zanych przed królem, który w gniewie wielkim chcia? wszystkich okrutn? ?mierci? potraci?, ale Barnaba wstawi? si? za nimi i jako dobry chrze?cijanin prosi? o lito?? dla nieprzyjació?, czego jednak król wys?ucha? nie chcia?, bo by? twardej woli. Otó? wtedy Barnaba widz?c, ?e u ziemskiego mocarza politowania nie znajdzie, upad? na kolana i gor?co modli? si? do Boga, aby nie dozwoli? zatraty tylu dusz grzesznych, które si? pokut? i skruch? oczy?ci? jeszcze mog? na ziemi; a modli? si? tak gor?co, ?e go Bóg wys?ucha? i nowy cud pokaza?, bo oto zaraz opad?y wi?zy z r?k i nóg winowajców; co gdy król ujrza?, pozna? w tym wszechmocny palec Bo?y i przeciw jego wyrokom stawia? si? nie ?mia? i zostawi? Barnabie zbrodniarzy, którzy w nim zbawc? i ?wi?tego uznali, i poprzysi?gli nigdy go odt?d nie odst?pi?; jako? udali si? z nim na puszcz? i tam nowy cud ujrzeli; bo oto owe chaty, co tak jasno w nocy gorza?y, teraz przez ogie? nietkni?te sta?y w ca?o?ci. Wprowadzili si? do nich nowi pustelnicy i ci??kimi pokutami starali si? sprawiedliwo?? Bosk? przeb?aga?; jako? te? pewnie Bóg pe?en lito?ci darowa? im ich winy; a dot?d ludzie poczciwi utrzymuj? na miejscach, gdzie owe chaty pustelnicze sta?y, takie same kaplice jak owo tu ?go Barnaby, któr??my w Miniszewie widzieli.

Stan?wszy w Kazimierzu pospieszy?em obejrzy? owe staro?ytne kaplice i znalaz?em na ich drewnianych ?cianach g?ówniejsze sceny z ?ycia pi?ciu pustelników wymalowane przez jakiego? miejscowego artyst?; a ma?y ch?opczyk, który by? moim ciceronem, powtórzy? mi ich histori? z niektórymi drobnymi wariantami i ofiarowa? si? jedn? jeszcze osobliwo?? pokaza? w domu pewnego mieszczanina, dok?d zaszed?szy, ogl?da?em pokój, w którym niegdy? nocowa? Karol XII, trzymaj?c przez noc ca?y ?a?cuch przeci?gni?ty dziur? wydr??on? w ?cianie bocznej, do którego przykuty by? nieszcz??liwy Patkul uwi?ziony w przyleg?ym pokoju. Nazajutrz rozerwano ko?mi Patkula na ma?ej ??czce, któr? lud do dzi? dnia Patkulk? zowie, i do dzi? dnia opowiadaj? mieszkance Kazimierza jego ?mier? m?cze?sk? i okrucie?stwo Karola, pokazuj?c ow? dziur? w ?cianie jako niew?tpliwe ?wiadectwo. Patkul jest szóstym m?czennikiem kazimierskim!

WIADOMO?? HISTORYCZNA
Ciekawym i wa?nym b?dzie mo?e dla my?l?cego badacza porównanie tego, co lud dzisiaj o pi?ciu m?czennikach kazimierskich opowiada, z wiadomo?ci?, jak? nam o nich zostawi? Damianus, pisarz XI wieku, w ?ywocie ?go Romualda, któremu by? wspó?czesny. ?wi?ty ten Romuald by? za?o?ycielem zakonu kamedu?ów, o których sprowadzeniu do Polski rzeczony Damianus w ten sposób si? wyra?a (Bollandystów tom II. Februarius, p. 114. C. IX.):

Kiedy Romuald w Pereo zamieszkiwa? (gdzie by? klasztor kamedu?ów), pos?a? król Boles?aw do cesarza z pro?b?, a?eby mu ten- ?e przys?a? duchownych, którzy by w pa?stwie jego lud na wiar? nawracali.* Dwóch tylko pomi?dzy wszystkimi by?o, którzy si? gotowymi na t? podró? o?wiadczyli; z tych jeden Jan, drugi si? zwa? Benedykt. Ci tedy id?c do Boles?awa zatrzymali si? pierwej (pod jego opiek?) w pustyni i dla tym lepszego nawracania i kazania uczyli si? pilnie j?zyka s?owia?skiego: siódmego za? roku, gdy ju? mow? krajow? dobrze poznali, do Rzymu wyprawili mnicha, prosz?c przeze? najwy?szej g?owy Ko?cio?a (Jana XVIII zwanego XIX) o wolno?? nauczania i dodaj?c zarazem, a?eby im z braci ?go Romualda przyprowadzi? niektórych, co by regu?y ?ycia pustelniczego ?wiadomi wespó? z nimi w krajach s?owia?skich zamieszkiwali.

Boles?aw zasi? chc?cy koron? od powagi rzymskiej uzyska?, pocz?? rzeczonych zacnych m??ów upornymi pro?bami nalega?, a?e- by ró?ne jego podarunki papie?owi zanie?li, a przynie?li mu za nie od Stolicy Apostolskiej koron?; lecz oni przyzwolenia pro?bom królewskim stanowczo odmawiaj?c, rzekli: "Do ?wi?tego pocztu nale?ym Nie wolno nam wcale zajmowa? si? doczesnymi sprawami." I tu porzucaj?c króla do cel swych wrócili.

Ale niektórzy z orszaku poznawszy zamiar królewski, a nie zna- j?c odmowy m??ów ?wi?tych, ?le rozumieli, jakoby oni znaczn? ilo?? z?ota przeznaczonego dla Stolicy Apostolskiej do celi zabrali.**

Umówiwszy si? tedy pomi?dzy sob? postanowili napa?? potajemnie noc? pustelni?, zabi? mmichów i unie?? pieni?dze. Napad ten za- mierzony gdy b?ogos?awieni m??owie us?yszeli, powód jego od razu zmiarkowawszy spowied? pomi?dzy sob? czyni? i znakiem krzy?a ?wi?tego zbroi? si? pocz?li. By?o tam zasie dwóch m?odzieniaszków dodanych im na towarzyszów przez króla, którzy wedle si? bronili ?wi?tych przeciw z?oczy?com, lecz po powtórnym napadzie zmog?szy ich rabusie, wszystkich jednakowo dobytymi mieczami pomordowali.

Potem trwo?liwie skarbu szukaj ?c, a nic nie znalaz?szy, usi?owali pustelni? i cia?a m?czenników popali?, a?eby tym sposobem zbrodni? sw? ukry? i przyczyn? wypadku ?ci?gn?? na po?ar. Lecz pod?o?ony ogie?, mimo wszelkich usi?owa? ludzkich, zaj?? si? nie chcia?, jak gdyby owe lepianki nie z drzewa, ale z krzemieni by?y stawiane. Po daremnych usi?owaniach chcieli si? rabusie ucieczk? ratowa?, ale i tego nie dozwoli?a opatrzno?? Boska, gdy? przez noc ca?? po le?nych zaro?lach, b?otnych moczarach i ponurych kniejach z trwog? drogi szukaj ?c, w ?aden sposób b??dnymi nogi znale?? jej nie mogli. Co wi?cej — nawet pugina?ów usch?ymi r?koma do pochew wsadzi? nie zdo?ali. Gdzie zasie cia?a ?wi?tych le?a?y, tam a? do dnia nie przesta?a b?yszcze? ?wiat?o?? wielka i brzmie? s?odycz anielskiego ?piewu.

Za nadej?ciem ranku nie mog?o si? to, co zasz?o, ukry? przed królem; bez zw?oki tedy uda? on si? z licznym orszakiem na miejsce pustelni, i a?eby z?oczy?c? nie uszli, otoczy? las lud?mi. Z?oczy?ców zasie znaleziono, kar? Bo?? przywi?zanych a? dot?d do w?asnych mieczów. Rozwa?ywszy, co z nimi pocz??, postanowi? król ostatecznie nie kara? ich ?mierci? tak, jak zas?u?yli, lecz ?elaznymi ?a?cuchami do grobu m?czenników przyku? ich rozkaza?; w którym to stanie albo do ko?ca ?ycia swego pozosta? mieli, albo te? — je?liby si? inaczej ?wi?tym m?czennikom zdawa?o — dopóty, dopóki by ich ci? ?wi?ci w mi?osierdziu swojem z p?t nie uwolnili. A gdy ich wedle rozkazu królewskiego do grobu ?wi?tych przykuto, wnet niewys?awion? Boga wszechmocno?ci? uwolnieni zostali z p?kaj?cych si? kajdan.

Odt?d, po wystawieniu na grobie ?wi?tych ko?cio?a, nieprzeliczone dziej? si? tam po dzi? dzie? cuda.

Cesarz zasie Henryk ?wiadomy zamiarów Boles?awa, wszystkie drogi czatami obsadzi? kaza?, a?eby pos?owie Boles?awa w jego popadli r?ce. Mnich tedy wyprawiony przez ?wi?tych m?czenników ostatnimi czasy do Rzymu, schwycony nareszcie i w wi?zieniu osadzony zosta?. W nocy zasie odwiedzi? go anio? pa?ski i oznajmi? mu, ?e dokonali ?ywota ci, od których by? pos?a?.

Tyle Damianus; za nim powtarza? t? wiadomo?? Kosmas pragski, D?ugosz, Naruszewicz i inni. W roku za? 1777 wysz?a w Poznaniu ksi??eczka nabo?na, przedrukowana tam?e w roku 1842: Pi?? filarów..., czyli nabo?e?stwo do ?wi?tych pi?ciu m?czenników kazimierskich: Jana, Benedykta, Mateusza, Izaaka i Chrystyna, w której s? godzinki i hymny na cze?? tych m?czenników po dzi? dzie? w Kazimierzu ?piewywane. Na tytu?owej karcie nie umieszczono imienia Barnaby, ale w jednym hymnie znajduj? si? dwa takie wiersze:

Cho? si? przez Barnabasza wszystko odes?a?o,
?akomstwo jednak zbójców was pozabija?o.

Opowie?? ludu zgadza si? po wi?kszej cz??ci z tre?ci? tych pie?ni.
_________________
Aga
 
     
100krotka 
Junior admin


Ulubiona piosenka Grzesia: Nie mam
Twoje Imie: Agnieszka
Dołączyła: 21 Lut 2010
Posty: 4702
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-06-09, 19:36   

Pani Kinga

Niedaleko Kro?cienka nad Dunajcem sia? góral pszenic? pod zim?. W?a?nie ju? s?onko by?o zasz?o, a on jeszcze nie sko?czy? swej roboty. Wtem drog? pos?ysza? jaki? szelest — spojrzy, a tu bie?y t?um niewiast w czarnych szatach, a poprzedza? je ksi?dz, co niós? krzy? pa?ski. Gdy poskoczy? ku nim i ciekawie si? przy- gl?da?, wysun??a si? jedna niewiasta z tego orszaku i rzek?a: — Dobry wieczór wam, cz?owiecze! A có? tak pó?no robicie?

— Pszenic? siej? — odrzek? góral.

— Szcz??? ci Bo?e — odpowiedzia?a — ale je?li? poczciwy cz?owiek, tedy zrobisz, coc powiem. Jutro tu b?dzie goni? srogi nieprzyjaciel za nami i b?dzie pyta? si?, czy?my t?dy nie sz?y; ty za? odpowiedz, ?e?my sz?y w?a?nie, kiedy? sia? pszenic? na tym ?anie.

— Dobrze — rzek? góral, ale nim zdo?a? si? onej pani pok?oni?, ju? jej nie by?o.

Nazajutrz wstawszy do ?witu idzie na pole — patrzy, a tu nowy cud, bo gdzie wczoraj sia?, tam dzi? bujaj? pszeniczne k?osy. Nie wyszed?szy jeszcze z podziwienia, dolatuje go t?tent jazdy — spojrzy na drog?, a tu ?ma Tatarów. Jeden przypada do? i pyta: — Powiedz mi, cz?eku, a nagrodz?? hojnie, czy nie widzia?e? tu wczoraj pani Kingi?

— Widzia?em — odpowiedzia? — jak sz?a t?dy z siostrami, a w?a?nie sia?em t? pszenic?. Tatarzyn znowu b?aga go, w ko?cu grozi mieczem; ale góral odpowiada: widzia?em j?, sz?a t?dy, kiedy sia?em t? pszenic?... I tak tatarska pogo? wróci?a si? tym samym szlakiem, którym przysz?a.
_________________
Aga
 
     
100krotka 
Junior admin


Ulubiona piosenka Grzesia: Nie mam
Twoje Imie: Agnieszka
Dołączyła: 21 Lut 2010
Posty: 4702
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-06-09, 19:37   

Piast

By? w Kruszwicy obywatel, syn Koszyków imieniem Piast, wzrostu siad?ego, szerokich i d?ugich pleców, wiek ?redni ju? pomijaj?c, a z niewielkiego grunciku roli i z barci ?ywot swój utrzymuj?c. Cz?owiek prosty, sprawiedliwy, ludzki, ja?mu?nik, i pod?ug mienia swego uczciciel wielki. Temu, gdy ?ona imieniem Rzepicha *, od obyczajów jego nieró?na, jedynego syna powi?a, a za ?ywota jeszcze Popiela, pierwszy w?os obrz?dem poga?skim synowi podstrzyga? i nazwisko nada? mia?: na on bankiet wieprza zabiwszy i kad? miodu rozsyciwszy, przyiació? wezwa? by?. Pierwej ni? dzie? uczty naznaczonej przyszed?, z trafunku nagodzili si? mu dwaj nieznajomi w pielgrzymskim odzieniu m?odzie?cy, których on widz?c, ?e od dworu ksi???cego odepchnieni byli, ?askawie wezwa?, w dom swój ch?tnie wprowadzi?, stó? przygotowa? i dostatek z onych potraw, na przysz?e postrzy?yny przygotowa- nych, przed nich postawi?. Tam rzecz wielka i dziwna przypad?a: przyros?o nad zamiar mi?sa; lun?? si? miód wierzchem naczynia swego. Wnet za tem Piast, za upomnieniem go?ci onych, statków wi?cej spo?ycza, miód w nie przelewa, a za spraw? onych, ju? nie tylko s?siadów i przyjació? swoich, ale te? samego ksi???cia (gdy? naonczas nie tak si? powa?nie i pieszczono nosili panowie) ze wszystkim dworem jego na uczt? naznaczon? zaprasza. Ci? to tedy go?cie, gdy wtóry raz, a prawie czasu zjazdu onego do niego przyszli; Piast za rozkazaniem ich, z ubo?uchnej spi?arni swej wszystek on zjazd od g?odu prawie zdychaj?cy dostatkiem hojnej ?ywno?ci karmi?; gdy? ka?da rzecz uj?ta, na to miejsce okwicie przybywa?a. Co gdy si? rozs?awi?o, jednostajnym wszyscy g?osem Piasta, nie zdaniem abo pomocy ludzk? obranego, ale przejrzeniem Boskim za pana sobie by? podanego, krzykn?li. Zbiegnie si? wtem do domu jego wielka moc panów: prosz? i wymagaj? na nim, aby lec?c? rzeczpospolit? pod?wign??: wzbrania si? ten. Za spraw? jednak i pozwoleniem go?ci swoich, tak jako chodzi? w siermi?dze, w kurpiach ?yczanych na zamek od starszych prowadzony jest. A go?cie oni, dosy? uczyniwszy powinno?ci swej, znikn?li. Rozumiej? tedy jedni, ?e to byli anio?owie Bo?y, ja?mu?n? i dobroczynno??, chocia? poganinowi, odp?acaj?cy.

* Na gopla?skim jeziorze dzi? jeszcze jest wysepka nosz?ca nazw?: Rzepny.
_________________
Aga
 
     
100krotka 
Junior admin


Ulubiona piosenka Grzesia: Nie mam
Twoje Imie: Agnieszka
Dołączyła: 21 Lut 2010
Posty: 4702
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-06-09, 19:38   

Wskrzeszenie Piotrowina

Biskup krakowski Szczepanowski kupi? by? wie? Piotrowin, u Piotrowina, na biskupstwo krakowskie, o któr? pozwali biskupa przed króla przyjaciele nieboszczykowi, które król sam na to podwiód?. Stan?? biskup przed królem i przed jego rad? pod namiotem, mi?dzy Solcem a Piotrowinem nad Wis??, gdzie natenczas sejmowa?. Pytano biskupa, którym prawem dzier?y wie? Piotrowin? Stanis?aw biskup powiada?, i?em j? kupi? i zap?aci? nieboszczykowi Piotrowi, który jako umar?, jest na cztery lata. Strona powiedzia?a: czym tego dowiedziesz, albo gdzie masz tego zapis? Biskup wzi?? sobie na pewny dowód do trzeciego dnia, a w tym czasie kaza? po?ci? wszemu duchowie?stwu i modlitwy czynie, aby mu Pan Bóg ?wiadka o?ywi?, który by rzecz sprawiedliw? zezna? przed prawem. Potem wszed? do ko?cio?a ?w. Tomasza w Piotrowinie, kaza? odkry? grób Piotrów, tkn?? go lask? biskupi? a r?k? mu poda? i rzek?: "W imi? Ojca i Syna i Ducha ?wi?tego, Pietrze wsta?, a rzecz sprawiedliw? zeznaj." I wsta? Piotr, którego biskup przed s?d królewski przywiód?; tam zezna? Piotr, i? przeda? biskupowi wie? Piotrowin i wzi?? zupe?n? zap?at? od niego. Tam?e kara? przed królem przyjaciele s?owy, i? si? upominaj? tego, do czego im nic: a i? te? temu ?wi?temu m??owi trudno?ci zadawaj? niewinne. A tak dowiód? swej rzeczy biskup, który spyta? potem Piotra: je?eli chce by? ?yw, czyli zasi? do grobu i??? Powiedzia?: i? wol? wieczny ?ywot mie?, a nigdy ju? nic umiera?: któregom ju? blisko; jedno prosz?, módl si? za mn? do Pana Boga, abv mi? z czyszczu wybawi?, bo? jeszcze w nim mam by? do pewnego czasu, wszak?e nied?ugiego. Tak?e i uczyni?: wst?pi? zasi? w grób, oczy zawar? przysypan ziemi?. Rozjechali si? z tego sejmu wszyscy. Dot?d legenda z kronik wyj?ta; dalej dodaje powie?? gminna, i? co rok w rocznic? wskrzeszenia Piotrowina pokazuje si? przez Wis?? pod Solcem ?cie?ka, jakby biczem trz?s? po wodzie; jest to na pami?tk?, i? Piotrowin przechodzi? po wierzchu wody.
_________________
Aga
 
     
100krotka 
Junior admin


Ulubiona piosenka Grzesia: Nie mam
Twoje Imie: Agnieszka
Dołączyła: 21 Lut 2010
Posty: 4702
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-06-09, 19:38   

M?cze?stwo ?w. Stanis?awa na Ska?ce

Boles?aw ?mia?y powróciwszy z wyprawy na Ru? wyla? si? na rozpusty i gwa?ty, czego nie mog?c ?cierpie? biskup krakowski wykl?? go; wszak?e król nie dba? na kl?twy biskupie, cho? przed nim zapowiada? mszy mie? i innych ?wi?to?ci w ko?cio?ach sprawowa?; i sam gdy mia? msz? mie?, tedy a? za Wis?? chodzi? przez most na Ska?k?, gdzie by? ko?ció? ?w. Micha?a. O którym król dowiedziawszy si? tam, jednego czasu szed? za nim, wzi?wszy z sob? kilku dworzan i ony, co skar?yli o blisko?? wsi Piotrowina. Gdy przyszli na Ska?k?, kaza? go ode m^zy przed ko?ció? wywie??; oni gdy chcieli tak uczyni?, padli wznak; chcieli drugi raz, tako?. Przeto on potem sam szed?, zabi? biskupa we msz? na Ska?ce w ko- ?ciele. Pisz? kronikarze, i? to byli Jastrz?bcy, Strzemieniowie, Srzeniawowie i Dru?ynowie, co pomagali tego królowi.* Dzia?o si? to lata 1079 dnia 8 maja. Skoro po odej?ciu króla przylecieli or?owie i strzegli cia?a ?w. Stanis?awa przez trzy dni, które w k?sy rozsiekane by?o, aby psi albo ptacy go nie jedli; a gdy kap?ani przyszli, pozbierali one sztuki i z?o?yli spo?u; tam si? cud okaza?, i? si? spo?u zros?y wszystkie sztuki. Tam?e na tym miejscu wi- dziano ?wiece gorej?ce w nocy.


* W niektórych familiach polskich tych herbów utrzymuje si? podanie, jakoby zawsze który? cz?onek familii cierpia? pomi?szanie zmys?ów.
_________________
Aga
 
     
100krotka 
Junior admin


Ulubiona piosenka Grzesia: Nie mam
Twoje Imie: Agnieszka
Dołączyła: 21 Lut 2010
Posty: 4702
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-06-09, 19:39   

Królowa Ba?tyku

W g??binie wód Ba?tyku wznosi? si? za dawnych czasów pa?ac królowej Juraty. ?ciany tego pa?acu by?y z czystego bursztynu, progi ze z?ota, dach z ?uski rybiej, a okna z diamentów.

Razu jednego rozes?a?a królowa wszystkich szczupaków z listami do najznakomitszych bogi? Jury *, prosz?c do siebie na gody i spoin? porad?. Nadszed? dzie? naznaczony i zaproszono boginie przyby?y; wtenczas królowa, otoczona przydwornym orszakiem, ukaza?a si? w sali, uprzejmym uk?onem powita?a go?ci i zasiad?szy na bursztynowym tronie tak mówi? zacz??a: „Mi?e przyjació?ki i towarzyszki moje! Wiecie to dobrze, i? wszechw?adny mój ojciec Praam?imas, pan nieba, ziemi i morza, mojej opiece i w?adzy poruczy? te wody i wszystkich mieszka?ców w nich b?d?cych; same by?y?cie ?wiadkami moich ?agodnych i szcz??liwych rz?dów. ?aden najmniejszy robaczek, ?adna najdrobniejsza rybka nie mia?y przyczyny skar?y? si? i narzeka?. Wszyscy ?yli w pokoju i zgodzie; nikt si? na ?ycie drugiego targn?? nie odwa?y?. Teraz za? jeden nikczemny rybAk Castitis znad brzegów moich posiad?o?ci, tam gdzie rzeka ?wi?ta ho?d memu królestwu P?aci; jeden nikczemny ?miertelnik o?miela si? narusza? spokojno?? niewinnych moich poddanych, ima? w sieci i na ?mier? wskazywa?; gdy ja, ja sama do w?asnego sto?u ani jednej nie ?miem u?owi? rybki. Fl?derki nawet, które tak lubi?, po jednej po?owie zjadam, a drug? nazad do wody wpuszczam**. Takiej ?mia?o?ci nie mo?na pu?ci? bezkarnie: oto gotowe czekaj? nas ?odzie, p?y?my nad brzegi Szwenty, bo w?a?nie o lej po?e zwyk? on zarzuca? sieci. Naszymi pl?sy i ?piewy zwabimy go na dno rnorza udusim w u?ciskach i oczy ?wirem zasypiem. Rzek?a i natychmiast sto ?odzi bursztynowvch po?eglowa?o dokona? okrutnej zemsty.

P?yn?, s?o?ce pogodnie ?wieci, morze ciche, a echo) ju? roznosi po wybrze?u s?owa ich pie?ni: Biéda ci, rybaku m?ody. Stan?wszy boginie blisko uj?cia rzeki postrzeg?y rybaka, jak siedz?c na brzegu rozwija? sieci. Zaj?ty prac?, zrazu nic nie uwa?a?, lecz gdy go urocze dosz?y ?piewy, zwróci? wzrok na wod? i ujrza? sto ?odzi bursztynowych i sto przecudnych dziewic, a wszystkim przewodniczy?a z koron? na g?owie, z bursztynowym ber?em w r?ku królowa morza. D?wi?k coraz milszy si? rozlega, otaczaj? go morskie panny i swymi wdzi?ki do siebie wabi? poczn?:

O, rybaku pi?kny, m?ody,
Porzu? prac?, chod? do ?odzi:
U nas wieczne tany, gody,
Nasz ?piew trosk? tw? os?odzi.

My obdarzym boskim stanem.
Skoro z nami mieszka? b?dziesz:
?ród nas b?dziesz morza panem,
I naszym kochankiem b?dziesz.

S?yszy to rybak i uj?ty zdradliwa pon?t? ju? chce si? rzuci? w obj?cia bogini, gdy królowa skinieniem ber?a ka?e si? uciszy? towarzyszkom i tak do zdumionego rzecze:

— Stój, niebaczny! Zbrodnia twa wielka i godna kary, jednak ci przebacz? pod jednym warunkiem. Podoba?a mi si? twoja uroda. Kochaj mi?, a b?dziesz szcz??liwy. Lecz je?liby? wzgardzi? mi?o?ci? Juraty, wtedy za?piewam ci tak? piosnk?, ?e wnet b?dziesz w mej mocy, a za dotkni?ciem mego ber?a zginiesz na wieki.

M?odzieniec wybra? i zaprzysi?g? jej wieczna mi?o?? Królowa na to:

— Teraz ju? jeste? moim. Nic zbli?aj si? do nas, bo by? zgina?. Za to co wieczór b?d? przyp?ywa? do ciebie i na tej górze, która odt?d od twego imienia zwa? si? b?dzie Castitv zawsze zobacz? si? z tob?. Po czym znikn??a królowa z ca?ym orszakiem.

Rok ju? mija?, jak co wieczora królowa Jurata przyje?d?a?a na brzeg i na górze widywa?a si? z kochankiem; lecz Perkun dowiedziawszy si? o tej schadzce rozgniewa? si? mocno, ?e bogini powa?y?a si? ukocha? ?miertelnika. A gdy jednego roku wróci?a królowa do swego pa?acu, spu?ci? z nieba piorun, który rozpruwszy morskie ba?wany uderzy? w mieszkanie królowej, sam? zabi? i bursztynowy pa?ac na drobne roztrzaska? cz?stki. Rybaka za? Praam?imas przyku? na dnie morza do ska?y i po?o?y? przed nim trupa jego kochanki, na który wiecznie patrz?c, przymuszony jest op?akiwa? swoje nieszcz??cie. Dlatego to teraz, gdy wicher morski zaburzy fale, s?ycha? j?k z daleka — to j?k biednego rybaka; a woda wyrzuca kawa?ki bursztynu — to s? szcz?tki pa?acu królowej Ba?tyku.
_________________
Aga
 
     
100krotka 
Junior admin


Ulubiona piosenka Grzesia: Nie mam
Twoje Imie: Agnieszka
Dołączyła: 21 Lut 2010
Posty: 4702
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-06-09, 19:40   

?wirydowa mogi?a
27. ?wirydowa mogi?a

W pan; godzin drogi od warowni Kilji, w kierunku Benderu, jest mogi?a w polu, na wierzcho?ku której le?y kamie? z wykutym krzy?em. Takie o niej podanie: Na Wo?oszczy?nie by?a jedna wielka czarownica, a mia?a córk? tak ?adna, jak gwiazda. Dziewczyna ta ba?a si? i nie lubi?a Turków: kiedy wi?c s?ali si? do niej rozmaici bojary i kniazie, ona powiada?a, ?e za tego pójdzie za ma?, który ze swoim wojskiem trzy razy Turków w boju pokona, bo w?a?nie by?a wtenczas wojna z Turkami. Mi?dzy staraj?cymi si? o ni? by? jeden bojarzyn dalekiej ziemi, a nazywa? si? ?wiryd *; on us?yszawszy o tym radzi? si? czarownicy; a ta mu da?a ziela, którego gdy si? napi?, widzia? jak na d?oni w przysz?o?ci, ?e on, cho?by z jak ma?ym by? wojskiem, pobije trzy razy najwi?ksze si?y tureckie. Poszed? wiec na wojn? i po trzykro? nieprzyjació? pokona?; po czym wróci?, aby poj?? krasawic? za ?on?. By?o to w?a?nie wtenczas, kiedy jeden mo?dawski bojarzyn zakochawszy si? w onej pi?knej dziewczynie obsypa? j? bogactwy, lecz chocia? ta by?a wierna swemu s?owu, matka jej jednak, uj?ta tymi bogactwy, ?yczy?a skrycie za m??a swej córce mo?nego bojara: powrót wiec ?wiryda by? jej nie po my?li, tym bardziej, ?e on ju? do jej córki zupe?ne mia? prawo. Wiedzia?a stara czarownica, ?e ju? ?wirydowi z Turkami nie wojowa?; poi go wi?c drugi raz zielem, przez które wszystkiego, co w swej przysz?o?ci widzia?, zapomnia?; a sama potem zacz??a wymawia? ?wirydowi, ?e powróci? z wojny wtenczas w?a?nie, kiedy Turcy stali si? najniebezpieczniejsi. W tym?e czasie i ów bogaty bojar przys?a? do niego posty z uwiadomieniem, ?e Turcy odej?ciem ?wiryda o?mieleni coraz straszniejszymi si? staj?. M?odzieniec, z jednej strony niem?skim wy- rzutem, z drugiej — zr?cznym pochlebstwem zapalony, porzuca p?acz?c? sw? narzeczon?, a sam w pole wyci?ga; znalaz? Turków nad Dunajem i zaraz wszed? z nimi w bój; lecz pokonany, straci? wszystko swoje wojsko i sam zosta? zabitym, kilku z pozosta?ych jego towarzyszy t? mu usypali mogi?? i po?o?yli na niej kamie? z krzy?em. Turcy potem ow? ?adn? dziewczyn? zabrali, a star? czarownic? diabli w nocy a? dot?d topi? w jednej studni wykopanej w polu, woko?o której na mil? nie ma ludzkiego mieszkania.
_________________
Aga
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - anime
Strona wygenerowana w 0,68 sekundy. Zapytań do SQL: 8